Wróć   Forum Babyonline.pl > Babyonline.pl - sprawy serwisu > Archiwum > Zostań autorką miesięcznika MRM > Wydanie LUTOWE 2011
Zarejestruj się FAQ Użytkownicy Grupy Kalendarz Szukaj Dzisiejsze Posty Oznacz fora jako przeczytane

Wydanie LUTOWE 2011 Lutowy numer miesięcznika MRM zawierał będzie następujące tematy: samotna mama, strata dziecka, karmienie piersią, cesarskie cięcie oraz dziecko z astmą. Historie będą opublikowane w numerze lutowym. Regulamin >>

Co nowego na forum? Zasady na forum.

Kalendarz szczepień dla dzieci od 0 do 18 lat.
Szczepionki chronią dziecko przed wieloma groźnymi chorobami. Eksperci mówią, które szczepienia obowiązkowe i zalecane są najważniejsze.

Konkurs na BRZUSZEK MIESIĄCA!
DODAJ zdjęcie swojego brzuszka w ciąży i WYGRAJ zestaw pościeli dla maluszka!

Porady ekspertów Babyonline.pl
Zapraszamy do zadawania pytań :)

Sprawdź aktualne konkursy dla mam i wygrywaj ciekawe nagrody!
Zmieniamy się dla Was, zajrzyj po szczegóły.


Odpowiedz
 
Narzędzia wątku Wygląd
  #1  
Stary 05-01-2011, 12:14
admin admin jest offline
Administratorzy

Zobacz mój nowy profil
admin.polki.pl
 
Zarejestrowany: Jan 2008
Posty: 238
Zdjęcia: 36
Domyślnie Strata dziecka

W tym miejscu zamieszczamy odpowiedzi na pytanie: Jak poradzić sobie ze stratą dziecka? Kto pomógł Wam w tych trudnych chwilach?

Czekamy na ciekawe wypowiedzi. Za każdą opublikowaną historię ze zdjęciem płacimy 75zł.
Prosimy zamieszczać zdjęcia w formacie jpg o rozdzielczości 300 dpi i podstawie 15 cm.

Przed przystąpieniem do konkursu prosimy przeczytać regulamin >>
__________________

Odpowiedź z Cytowaniem
  #2  
Stary 10-01-2011, 21:26
andevi andevi jest offline
Member

Zobacz mój nowy profil
andevi.polki.pl
 
Zarejestrowany: May 2009
Posty: 96
Zdjęcia: 42
Domyślnie Ariel

Rok 2009 zapowiadal sie cudownie. Wesele kuzynki tuz po Swietach Bozego Narodzenia, a potem za pare tygodni dwie kreseczki, zarowno u niej, jak i u mnie. Bylismy z mezem bardzo podekscytowani, dlugo czekalismy na to dziecko.
Schody zaczely sie, gdy wrocilismy z wesela kuzynki. Szef odebral mi godziny na poczatek. Formalnie bylam zatrudniona, obowiazywala mnie klauzula o prawie konkurencji, wiec nie moglam sie zatrudnic w innej firmie, a przeciez pracy nie mialam. Maz sie wsciekl, a kiedy interwencje przez prawnika nie pomogly, pozwal mojego szefa do sadu. Stres. Mega stres.
W 12 tygodniu ciazy standardowe badania pod katem zaburzen chromosomalnych. Zle wyniki, bardzo duze ryzyko tego, ze dziecko jest chore. Propozycja aborcji. Nie, nie zabije wlasnego dziecka, jesli bedzie niepelnosprawne, no to trudno.
Tuz po Wielkanocy rutynowa kontrola w ciazy. Przyjela mnie stazystka. Zbadala cisnienie, obmacala brzuszek, obgadalam z nia kwestie karmienia dziecka, no jeszcze rutynowo Ktg. Nic nie slychac. Nie moze znalezc dziecka? Aparat nie dziala? Wezwala polozna. Znow to samo.Wezwala lekarza.Zrobili USG. Serce nie bije.
Nie mialam czasu na rozpacz.Dziecko nie zylo juz od dwoch tygodni.Lozysko ulozone za nisko, dziecko ponad nim. Przy naturalnym poronieniu moglabym sie wykrwawic na smierc.No ale poronienie nie nastapilo, grozila mi sepsa, trzeba bylo natychmiast operowac.
Probowalam dodzwonic sie do meza.Bez skutku. Zadzwonilam do tesciowej, porazka. SMS do mamy. Bylam sama w pokoiku w szpitalu, skonfrontowana z faktem, ze moje lono stalo sie grobem. Modlitwa. Poczulam, ze mam nadac dziecku imie. Czulam, ze to dziewczynka. Raz tylko widzialam malenstwo na USG, mam jedno jedyne zdjecie.

Starszaka na czas wizyty odstawilam do przyszpitalnego zlobka.Odebralam go o wiele za pozno.Pretensje wychowawczyn na wstepie, dlaczego nie zadzwonilam. Nie tlumaczylam sie. Pojechalismy do domu.Trzeba bylo meza powiadomic. No, on nie byl w tym momencie sam.Koledzy z pracy okazali sie solidarni w bolu. Nastepnego dnia mialam byc operowana. Wrocilam do domu wlasciwie tylko po to, by zorganizowac opieke do starszaka, spakowac torbe do szpitala i przespac sie troche.
Maz byl ze mna caly czas, az do wejscia na sale operacyjna. Dostalam narkoze i... stalo sie. Szczatki dziecka zostaly pobrane do badan genetycznych. Dano nam maly plastikowy sloiczek z krwawa pulpa w srodku.Moglismy nasze dziecko pochowac.
Kolejne schody, tym razem biurokratyczne. Dziecko nienarodzone, zmarlo w okolicach 14 tygodnia ciazy, prawo nie uznaje w nim czlowieka, nie ma prawa do pochowku, do nadania imienia, zapisania w ksiegach. Przyjechala z Polski moja mama. Mamy kawaleczek lasku w Polsce, wspolwlasnosc z ciotka. Pomyslelismy, by tam pochowac. No coz, tez schody. Rodzina nie godzi sie na "profanacje zwlok"! No bo jak przetransportowac sloiczek z Holandii, i jak tak pochowac w nieswieconej ziemi?
Ostatecznie z pomoca przyszedl proboszcz naszej parafii w Holandii. Zgodzil sie pochowac nasze dziecko na cmentarzyku kolo kosciola. Nie zaplacilismy za pogrzeb nic, jedynie za miejsce na cmentarzu. No i jest grobek. To, ze byl pogrzeb, ze jest miejsce, gdzie mozna sie wyplakac, pomodlic, pogadac, to mi bardzo pomaga. Na rodzine czy znajomych liczyc nie moglam. Dla wiekszosci Ariel nie byla jeszcze czlowiekiem, a jedynie odrobina skrzepnietej krewki. Pomogl mi tez lekarz, ktory mnie operowal, bardzo ludzki czlowiek. Dwa miesiace pozniej prowadzil moja kolejna ciaze. Urodzilam zdrowego, slicznego chlopca. Ale o Ariel nigdy nie zapomnialam. Chodze z synkami na jej grob. W tym roku swietowalismy jej pierwsze urodziny.
Załączone Grafiki
File Type: jpg Ariel 015.jpg (101.4 KB, 25 wyświetleń)
File Type: jpg Ariel 013.jpg (102.7 KB, 15 wyświetleń)

Ostatnio edytowane przez andevi : 10-01-2011 o 21:30.
Odpowiedź z Cytowaniem
  #3  
Stary 11-01-2011, 17:11
loncia's Avatar
loncia loncia jest offline
Senior Member

Zobacz mój nowy profil
loncia.polki.pl
 
Zarejestrowany: May 2010
Posty: 101
Domyślnie Odp: Strata dziecka

Kazda strata kogos bliskiego bardzo boli, ale w przypadku dziecka jest to ból nie doopisania. Przeciez ono jest takie niewinne, bezbronne. Wydaje mi się, że poronienie jest mniej bolesne dla kobiety, niż smierc dziecka kilka dni po porodzie, poniewaz nie jestes swiadoma co sie dzieje w twoim brzuchu, nie słyszysz płaczu swojego dziecka, nie czujesz jego ciepła, bicia serduszka.
Moje dziecko zmarło 5 dni po porodzie. Wszystkie badania w ciąży wskazywały, że mój synek urodzi się zdrowy, jednak było inaczej. To był szok dla mnie i mojego męża. W jednej sekundzie runął mi cały świat. Z pogrzebu pamietam tylko jeden obraz- otwarta brama z cmentarza i w niej jeden mężczyzna nosący białą trumienkę.
Długo nie umiałam pordzić sobie tą sytacja, ciągłe pytania dlaczego On, dlaczego mój synek musiał odejść skoro miał być zdrowy. Nie potrafiłam z nikim o tym rozmawiać, tylko z moim mężem, bo wiedziałam, ze on czuje to samo. Inne osoby mnie denerowały, bo skąd mogli wiedziec co ja czuje jesli sami tego nie przezyli. Próby pocieszania, typu- lepiej ze odszedł, niz miałby być ciężko chory, lub jestes młoda, będziesz miała jeszcze dużo dzieci doprowadzały mnie do szału. Leżałam całymi dniami i patrzałam w sufit, nie miałam siły wstać, ubrać się itp. Gdyby nie mój mąż to bym nawet nie jadła. Pojawiła się nawet myśl samobójcza, ale sekundę póżniej doszłam do wniosku, że nie mogę zrobić tego mojemu mężowi, bardzo go kocham i nie mogłam go zostawić wtedy samego. Przepłakaliśmy razem nie jedną noc, rozmowy o naszym synku trochę pomagały. To mój mąż zmuszał mnie do wyjścia z domu chociaż na chwilę, jedynym powodem dla którego wychodziłam było wyjście na cmentarz. Po kilku miesiącach byłam już w stanie iść do pracy. I to był strzał w dziesiątkę. Praca pozwalała chociaż na jakiś czas przestać myśleć o tym co się stało. Nadal myśl o moim ukochanym synu powodowała, że z oczu płynęły łzy, ale musiałam żyć dalej dla mojego męża. Siedem miesięcy póżniej okazało się, że jestem w ciąży. Ogromny strach, ale i radość. Wierzyliśmy, że to dziecko będzie zdrowe. Robiłam trzykrotnie prywatnie USG 3D, oprócz tego badania prenatalne. Strach nie mijał, wiedziałam, że będę się mogła cieszyć dopiero gdy ujrzę moje dziecko. Igorek urodził się całkiem zdrowy. To on sprawił, że mogę jeszcze cieszyć się życiem. Tęsknię bardzo za moim pierwszym dzieckiem, zdarza się, że gdy jestem sama płaczę sobie w poduszkę. Minęły 3 lata, a ja nadal nie potrafię rozmawiać o tej tragedii- nadal tak samo boli. Ale nauczyłam się żyć od nowa dla moich mężczyzn- męża i syna. Mówią, że czas leczy rany- to nie prawda, czas pozwala przyzwyczaić się do bólu. Chciałabym podziękować mojemu mężowi za to że był przy mnie, wspierał mnie mimo, że mu też było bardzo ciężko.


Na zdęciu mój drugi ukochany synek.
Załączone Grafiki
File Type: jpg Obraz 191e.jpg (98.3 KB, 14 wyświetleń)
__________________





Ostatnio edytowane przez loncia : 12-01-2011 o 09:16.
Odpowiedź z Cytowaniem
Odpowiedz


Narzędzia wątku
Wygląd

Zasady Postowania
Nie możesz zakładać nowych wątków
Nie możesz pisać odpowiedzi
Nie możesz dodawać zdjęć
Nie możesz edytować swoich wypowiedzi

BB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.

Skocz do forum


Czasy w strefie GMT +1. Teraz jest 20:45.


Redakcja | Reklama | Regulamin
Copyrights 2010 Edipresse Polska S.A.
Dalsze rozpowszechnianie tekstów, zdjęć i materiałów wideo opublikowanych w serwisie w całości lub w części wymaga uprzedniej zgody wydawcy.